Ostrożnie otworzył oczy napotykając na drodze zielone ślepia Arthura.
Ivan zamrugał kilka razy, nie rozumiejąc co się dzieje.
- A-arti?- Wypowiedział jego imię niepewnie.- Czemu jeszcze nic mi nie zrobiłeś?- Zapytał nie wierząc, że grom z jasnego nieba nie spopielił jeszcze jego ciała.
- Czemu miałbym cokolwiek ci robić?- Odpowiedział pytaniem na pytanie blondyn. Uśmiechnął się, a oniemiały Rosja trzasnął się z premedytacją w policzek.
- Chyba śnię! Muszę się obudzić. Muszę się obudzić!- Zaczął powtarzać raz po raz bijąc się po twarzy jak obłąkany. Naiwidoczniej nie mógł się pogodzić z zaistniałą sytuacją.
- Ivan!- Artur złapał za rękę białowłosego z rozzłoszczoną miną.- Nie bij się.- Zgromił Rosję spojrzeniem.- Nie mam po co się na ciebie gniewać. Przecież ja ciebie też kocham.- Zadeklarował, próbując zachować statyczny wyraz twarzy. Było to trudne. Zwłaszcza, że leżał na chodniku i musiał ignorować natarczywe spojrzenia przechodniów. A jak wiadomo fioletowooki miał nieprzeciętny talent do zwracania na siebie uwagi.
- Cholera. Ja śnię.- Ivan trzasnął się drugą dłonią, która nie była przez nic trzymana.
- Ivan. Miałeś przestać. - Teraz obie dłonie Rosji były unieruchomione.
- No, ale o co ci chodzi? Nie lubię takich realistycznych snów.- Wyrzucił z siebie białowłosy niby skruszonym głosem, zastanawiając się równocześnie czym tu się trzasnąć, aby się obudzić. Zawsze można próbować rzucić się pod autobus. Wtedy na pewno się obudzi!
Anglia westchnął pod nosem, czując jak nikła, romantyczna nutka scenki się rozpada. Jeśli kiedykolwiek można było zaistniałą sytuację zaliczać do romantycznych...
- To nie jest sen.- Powiedział zielonooki w miarę spokojnym głosem.
- Nie jest? - Ivan zmróżył podejrzliwie oczy.- A więc powiadasz, że mnie kochasz?- Pochylił się nad twarzą drugiego mężczyzny. Usta Rosji znajdowały się teraz zaledwie kilka centymetrów od tej samej części ciała blondyna. Puls Anglii momentalnie podskoczył.
- Yhym. Kocham cię.- Mruknął zielonooki, przymykając powieki i uchylając w kuszący sposób pełne wargi.
- Więc to jednak sen!- Krzyknął wystraszony mocarz, widząc te uległe usta.- Jak to niby możliwe w realnym świecie? To nawet nie ma racji bytu! Przecież w zeszłym roku stłukłem ci zestaw do parzenia herbaty od Japońca! Znienawidziłeś mnie, bo nie dało się tego naprawić, a ty wymieniłeś ten zestaw za pamiątkowy Ekskalibur z przedstawienia o Królu Arturze i jego okrągłym stole!- Przerażony Ivan był gotowy zacząć rwać sobie włosy z głowy.- Wypowiedzieliśmy sobie wtedy wojnę, bo nie chciałeś przyjąć moich kondolencji na piśmie... To była największa skaza na mym życiorysie! Muszę śnić...
Więcej nie zdążył powiedzieć, bo Anglia rozgoryczony brakiem inicjatywy swego większego przyjaciela, złączył ich usta w dość namiętnym, choć jednostronnym pocałunku.
Zaskoczony Rosja znieruchomiał. W tym czasie Arthur oplótł jego szyję ramionami, pieszcząc własnymi wargami jego.
W końcu Ivan postanowił dać się porwać temu pięknemu snu i zaczął z zaangażowaniem odwzajemniać pieszczotę. Naparł na blondyna ciałem przypierając go do chodnika.
Pewnie posunąłby się dalej, no bo skoro to były tylko jego, acz erotyczne, nocne fantazje, to tłum także był wymyślony... Na szczęście (Bądź nie szczęście. Jak kto tam woli) , gdy dłoń białowłosego wsunęła się blondynowi pod bluzkę, Arthur oprzytomniał. Przecież byli w miejscu publicznym!
Spanikowany Anglia odepchnął Rosję, który padł plackiem koło słupa z rozkładem jazdy.
- Więc to jednak nie był sen.- Stwierdził z zaskoczoną miną Ivan, splatając dłonie na piersi.- A teraz mogę umrzeć w spokoju i spełnieniu.
Arthur, który już stał na własnych nogach, wygładzając pomiętą koszulę, wzniósł oczy ku niebu.
- Nie pozwalam ci umierać. Wstawaj. Wsiadamy do autobusu.- Powiedział ze względnym spokojem poprawiając grzywkę.
- Ale po co do autobusu?- Spytał zdziwiony Ivan, ostentacyjnie nie ruszając się z miejsca.
- Ponieważ dzisiaj nocujesz u mnie.
Te słowa podziałały na Rosję mobilizująco. Niczym błyskawica podniósł się z ziemi, złapał Anglię za rękę i pociągnął do środka pojazdu. Arthur oczywiście uśmiechał się pod nosem.
To będzie cudowny wieczór...
Koniec części 3

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz