-Yep.- Potwierdził Anglia otwierając drzwi przed ukochanym.- Witaj w moich skromnych progach!- Rzucił entuzjastycznie. Nie za bardzo obchodziło to Rosję, który wepchnął blondyna do środka i zatrzasnął za nimi drzwi.
- No w końcu. Już myślałem, że nie dam rady.- Uśmiechnął się szeroko i przyparł zielonookiego do ściany. Ich usta znowu się złączyły. Arti stał wręcz na palcach by móc wygodnie odpowiadać na pieszczotę. Oplótł białowłosego nogą w pasie poruszając wyzywająco biodrami. Na ten dość jednoznaczny gest Ivan z radością przygryzł jego malinową wargę, podciągając koszulę Anglika do góry. Jego palce zaczęły bawić się sutkami drobniejszego mężczyzny.
Blondyn nie krył się z odgłosami przyjemności, choć rozpalała go sama myśl, że osoba, która go całuje to Ivan w swej własnej, dumnej i nieprzeciętnej osobie.
Białowłosy zebrał się w sobie i podniósł blondyna do góry, by ten nie musiał się męczyć, pieszcząc jego usta. Co ciekawe w ten sposób Arthur był niemal przyduszany do bladoniebieskiej ściany. Żadnemu z tych dwóch osobników to oczywiście nie przeszkadzało. Najważniejsza teraz była ich dwójka.
- Iviii... Powiedz jeszcze raz, że mnie kochasz.- Zażądał Anglik głosem drżącym z podniecenia. Jego drobne ciało wyginało się pod dłońmi chłopaka, które zaczęły błądzić po jego ciele.
- A co dostanę w zamian?- Spytał podstępnie Rosja, łapiąc zielonookiego za pośladki i lekko je ściskając. Arthur znowu jęknął. Od tak śnił o czymś takim. Choć w jego fantazjach groźny fioletowooki miał kocie uszka, ogonek i ciągle się o niego ocierał mrucząc. Nie wspominając, że po nocach w głowie Anglii widniał obrazek ich współżycia, w którym to właśnie ON był na górze. Niestety czasem trzeba zmierzyć się z rzeczywistością, w której Anglik nie miał cienia szans na zdominowanie personifikacji jednego z największych mocarstw. Na szczęście nie sprawiało mu to przykrości. Ba, nawet o tym nie pomyślał. Na razie tylko zastanawiał się co zaproponować Ivanowi, by ten łaskawie go rozebrał i zaczął się do niego dobierać w bardziej znaczący sposób.
I kto tu niby był niewyżyty?
- Co dostaniesz... Klucz od sypialni z dużym łóżkiem. Może być?- Spytał chłopak z uroczą miną, która mówiła "Jestem grzeczny i nie mam pojęcia co możemy robić na tym łóżku".
- No koniec końców może.- Łaskawie zgodził się Rosja i zbliżył usta do jego ucha.- Kocham cię.- Te dwa słowa jeszcze nigdy nie zostały wypowiedziane przez białowłosego Władcę Łagrów z takim żarem i namiętnością. Już od samych tych słów Herbaciany Książe mógł dojść.
- Achhh...- Zajęczał, ocierając się kroczem o jego "namiocik" w spodniach.
Ivan przyssał się do ust blondyna zsuwając mu spodnie z bielizną. Uwolniona w ten sposób erekcja od razu się uniosła, a łaskawy władca dłoni o niezwykle mlecznym odcieniu skóry, zacisnął na niej dłoń.
- Ivaaan.- Arthur wyszeptał jego imię z błogim wyrazem twarzy. Znowu poruszył biodrami, czując coraz większą chcicę. Rosja niemal zachichotał histerycznie. Oczywiście posądzano go o rozchwianie emocjonalne i o posiadanie żółtych papierów, ale jeszcze nikt mu tego nie udowodnił, więc swobodnie żył sobie na wolności. A miejsce w psychiatryku przecież od dawna było dla niego zaklepane. Ktoś musiał w końcu uświadomić psychicznemu mężczyźnie, że powinien zacząć się LECZYĆ.
- Czego chcesz, skarbie?- Spytał białowłosy uśmiechając się szeroko, jakby chciał wysuszyć zęby na nieistniejącym wietrze. Mężczyzna przesunął po czubku penisa Arthura, robiąc na dziurce kółeczka.'
- Nie baw się ze mną.- Zażądał Anglia w pełni nieświadomy, że jest w rękach psychopaty. W dodatku psychopaty uzależnionym w pełni od imienia "Arthur". No, ale czy w takim przypadku posiadacz takiegoś przydomku nie powinien czuć się bezpiecznie? A kto to tam wie. Yuma nigdy nie śpi.
- No dobrzeeee.- Mruknął przeciągle fioletowooki i wsunął jeden z palców w rozgrzane wnętrze Herbacianego Księcia, od razy zaczynając nim poruszać. Także dłoń zaciśnięta na przyrodzeniu blondyna nie była bezczynna. Sunęła bez przerwy w górę i w dół.
Anglia przygryzł pełne wargi, przymykając oczy.
- A co z sypialnią?- Spytał, przypominając sobie nagle, że nie chciał tego robić przy drzwiach. W końcu tylko jego pokój z wielkim, niebieskim łóżkiem był dźwiękoszczelny. Ale o tym Anglia nie wspominał. Jeszcze jego ukochany zacząłby go podejrzewać o częste romanse z innymi przedstawicielami państw. No ale blondyn przecież nie podpisał żadnych umów o czystość, ani o niezdradzanie swych towarzyszy od spraw cielesnych. No bo dlaczego Arthi pojawiał się w posiadłości Franciego? No oczywiście po to, by wyciągać Rosję z dołków emocjonalnych. W tę wersję trzeba wierzyć. A jak było na prawdę? To już tylko sam Herbaciany Książę wiedział.
- Za daleko ta twoja sypialnia.- Orzekł dumnie Rusek, wsuwając w dziurkę chłopaka kolejne dwa palce. Na takie argumenty Anglik nie miał żadnej riposty. Najwyżej kolejnego dnia będzie zmuszony zawieźć swoją drogą, starszą sąsiadkę do szpitala.
- Yhmmmm!- Jęknął Arthur. Bo po co męczyć się z zachowaniem ciszy? Trzeba pokazywać światu jak bardzo ci dobrze.
Ivan jeszcze trochę w ten sposób rozciągał zielonookiego. W końcu nie wytrzymał i uniósł nogi blondyna, by mieć większy dostęp do jego sfer intymnych. Rozpiął spodnie, wyjął na wierzch swą męskość i wszedł w ciasny tyłeczek Anglii.
Gdy Rosja zaczął się poruszać w jego wnętrzu Anglia dał całej kamienicy oryginalny koncert krzyków, jęków, stęków i innych nienazywalnych dźwięków, którymi ogłaszał wszem i wobec, że cholernie mu się ten seks podoba.
Białowłosy słysząc te wszystkie dźwięki i czując mięśnie chłopaka, które tak mocno go opinały, nie wytrzymał i wytrysnął we wnętrze blondyna. Ten z kolei wykonał jeszcze kilka ruchów biodrami i zabrudził mundur Rosji.
A kto tam dba o mundury w takich momentach? Przecież szafa Ivana była nimi zapchana. Jeden fatałaszek w tą, czy w tamtą to o jeden ciuch do wybrania mniej. Same plusy.
Fioletowooki wyszedł z zielonookiego i się w niego przytulił.
- Jednak prawdziwy Arthur najlepszym z Arthurów. Kocham cię.- Powiedział i pocałował zdezorientowanego chłopaka w usta. Tym razem delikatnie i łagodnie.
W ten sposób wszystkie spory zostały rozstrzygnięte, a biedny "Mały Arti" stał sam w ciemnym lesie ze smutnymi, znieruchomiałymi kołami i gąsienicami zabrudzonymi ziemią. Bo jego właściciel zapomniał o wiernym czołgu i poszedł go zdradzać z prawdziwym człowiekiem. No cóż. W ten sposób psychiatra zyskał kolejnego pacjenta. Jednak owy pacjent nie za bardzo miał jak się spotkać z terapeutą, ponieważ skończyło się mu życiodajne... paliwo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz