niedziela, 28 września 2014

RusPrus część 2 "Kiedy pada" (Dodatek DanNor)

  *** Dodatek specjalny  "DanNor" ***
---
W poprzednim poście było napisane, że bohaterowie ( To znaczy Ivan, Dania, Prusy) tego opowiadania mają po 10 lat, ale że nie pomaga mi to w rozwijaniu akcji wiek ten został zmieniony na 15 lat.  Tak dla ogólnej wiadomości. Najstarszymi postaciami oczywiście są tu, jak na razie, Niemiec i Szwed. I to na tyle. Zapraszam do czytania i przepraszam za to znaczące opóźnienie w dodawaniu postów. Oczywiście tu przepraszam drogiego Grell'a. :3
---
 - Ani się waż podejść do mnie z tym krawatem!- Zagrzmiał z paniką w głosie Matthias. Stał pod ścianą zagoniony w to miejsce przez Norwegię i nie miał żadnych szans na ucieczkę. Jego czarny kapelutek przechylił się na bok w ramach protestu. Jasne oczy podejrzliwie wpatrywały się w brata, który nie dość, że trzymał w dłoniach prążkowane narzędzie zbrodni, to jeszcze non stop się do niego przybliżał.
 - A co jak się ważę, Anko?- Rzucił irytująco słodkim głosem jasny brunet. Obaj wiedzieli, że Dania, mimo że mówił wszystkim, że jest straszy od swojego brata, nie zachowywał się, ani nie wyglądał na takowego. Chłopak ze spinką w kształcie odwróconego krzyża zrobił jeszcze jeden krok w stronę błękitnookiego.
 - Toooo... Nie dam ci forów w następnych obchodach święta Niepodległości!- Wypiszczał chłopak w granatowym wdzianku, wręcz rozpłaszczając się na ścianie. W tym momencie strasznie żałował, że nie ma pod ręką swojego toporka. Przynajmniej miałby czym rzucać. Ale nieee... Skądże... Jego szkolny wychowawca musiał oczywiście stwierdzić, że jego zabawka jest niezwykle niebezpieczna i trzeba ją zarekwirować!
- Nie potrzebuję forów!- Zagrzmiał wręcz obrażony tym stwierdzeniem Norweg. Lukas zawsze miał na tym punkcie bzika.- Takich irytujących idiotów jak ty to ja rozkładam na łopatki od tak!- Zagrzmiał i rzucił się na swą ofiarę, zarzucając jej krawat na szyję i zaciskając niczym pętle na stryczku.
 Matt otworzył usta w niemym krzyku, próbując się wyrwać chłopakowi. Niestety jego opór na nic zdał. To się nazywa pech. Oboje tarzali się po podłodze w przedpokoju. Z czego chłopak o jaśniejszym odcieniu oczu zaczął się robić niepokojąco siny. Ciekawe dlaczego?
- Moja szona wróciła? (Błąd zamierzony) - Dało się słyszeć głosik przesycony niekłamanym szczęściem. Po chwili w przedpokoju pojawił się rozanielony chłopczyk o białych włosach i radosnych fiołkowych oczach.- Onii-chaaaaaaan! - Chłopiec z maskonurem w objęciach skoczył na plecy duszącego Danię, Norwega i przylepiony do niego zaczął trajkotać coś na temat ich zbliżającego się ślubu.
 Lukas najpierw poczerwieniał ze złości, ale zaraz puścił Matt'a by zająć się swoim małym skarbem, któremu nie mogła się stać krzywda. I choć strasznie denerwowały go określenia typu "Żona" i "onii-chan", nie potrafił zrobić krzywdy drugiemu od końca chłopcu.
 Dannemark od razu skorzystał z okazji i rozwiązał krawat, łapiąc powietrze niczym ryba wyrzucona na pokład statku podczas sztormu na morzu martwym. Leżał na panelach dziękując w myślach Islandii, który postanowił wrócić wcześniej ze szkoły.
- Co się stało, Isusiu?- Spytał Lukas dziwnie łagodnym głosem, głaszcząc malucha po bielutkich włoskach.- Zmęczyłeś się po biegu po schodach? Przepraszam, że od razu do ciebie nie przyszedłem. Musiałem przecież podusić naszego braciszka kochanego.- Mruczał głosem miękkim niczym aksamit.
- A zrobisz mi kanapkę z czekoladą?- Spytał fioletowooki, wpatrując się w starszego od siebie chłopaka z niemałym uwielbieniem. Szczebioczący Norweg podniósł się z podłogi, pilnując by Emil przypadkiem nie spadł z jego pleców i ruszył w stronę kuchni.
- No oczywiście. Jeśli dzięki temu będziesz się lepiej czuł... - Jego świergotanie niosło się za nim jeszcze długo. W tym czasie Matthias powoli dochodził do siebie, leżąc koło wycieraczki niczym przyduża foka, która wyleguje się na plaży, czekając aż większa fala przykryje ją i samoistnie pomoże jej wejść do wody.
 Drzwi wejściowe po pewnym czasie otworzyły się i walnęły o leżącego bez życia błękitnookiego.
- Ojeju. Drzwi się zaklinowały. - Ktoś zamknął drzwi i znowu je otworzył, tym samym waląc nimi jeszcze raz o ciało Dani, który wydał z siebie głośny jęk.
- Tino. Zostaw te drzwi. Chyba ktoś tam leży.- Stoicki, męski baryton powstrzymał młodego Finlandię od kolejnej próby otworzenia drzwi.
- Beri, niby kto mógłby tam leżeć?- Fuknął niezadowolony blondynek o fioletowych oczach. Nie lubił gdy coś szło nie po jego myśli.
- Zapewne Matthias. Ej, Matt. Słyszysz ty mnie? Rusz ten swój zad sprzed drzwi i daj nam wejść do środka.- Polecenie to było chłodne, stoickie i pełne apatyzmu.
 Dania przeturlał się w bok, jeszcze nie mogąc ochłonąć po ataku Norwega.
 Drzwi skrzypnęły i już bez żadnych przeszkód się otworzyły.
- Ejo, Ta-san, żyjesz jeszcze?- Tino postanowił ze swoim zwykłym zapałem pozaczepiać Danię, trzęsąc jego ramieniem.- Nie zdjąłeś nawet butów.- Zauważył, nie przestając wprowadzać w ruch ciała starszego.
 - Tino, rozbierz się i idź do kuchni. Ja się już zajmę naszym Matthiasem.- Stwierdził spokojnie Berwald ( Dla nie wiedzących kto to jest, chodzi o Szwecję) i podniósł z ziemi wiotkiego Danię, który od razu wpadł w jego ramiona i zdjął z niego kurtkę, a następnie buty.- Czy musisz ciągle podpadać Lukasowi? Jesteście braćmi trochę więcej ogłady by się wam przydało w waszych relacjach. - Przy okazji okularnik postanowił zrobić młodszemu wykład. Poniekąd sprawował on funkcję "opiekuna" rodu, zachowując się jak samotny ojciec z gromadą przygłupich dzieci na głowie. A nerwy trzeba mieć by móc ze spokojem przebywać w towarzystwie bachorów, które niemal ciągle się o coś kłócą.
- Ale ja mu nie podpadam. - Wyjęczał chłopak w myślach dodając na koniec tego zdania protest tyu "Mamoo, to nie moja wina, ja nic nie zrobiłem!".
- Gdybyś choć raz postarał się nie irytować swojego brata, nie kończyłbyś podduszany na dywanie, podłodze, bądź wycieraczce.- Zauważył Szwed, wchodząc po schodach.- Po kolacji macie się pogodzić i nie chcę słyszeć żadnych jęków. A z Lukasem to ja już sobie porozmawiam...
                                                               * * *
 W ten sposób, to znaczy po rozmowach z "głową rodu", kolacja przebiegła w atmosferze ciszy i ogólnego zrozumienia. Jeśli o zrozumieniu można mówić, gdy młodsi chłopcy myśleli tylko o tym, by nie podpaść Szwedowi, który oświadczył, że boli go głowa i mają nie rozmawiać, nie szeptać, nie kichać, nie smarkać, nie śmiać się, bo będzie zmuszony na nich krzyczeć, a tego nikt przecież nie chce. Dlatego też Luk skupił całą swoją uwagę na krojeniu kanapek Islandii na ćwiartki, a Matth bawił się widelcem, przemieszczając po białym talerzu groszek, który robił mu za "żołnierzy". Z kolei młody Tino ciumkał kakao z butelki, zachowując się przy tym jakby robił najważniejszą rzecz pod słońcem.
 Kiedy minęło umowne pół godziny przeznaczone na kolacje, towarzystwo zaczęło się powoli rozchodzić.
 Pierwszy z miejsca zerwał się Dania z wymówką "Właśnie mi się przypomniało, że obiecałem Gilbertowi podać lekcje!". Został odprowadzony wzrokiem Szwecji, wyrażającym "Nie zapomnij, że masz się dzisiaj pogodzić z Norwegią". Oczywiście uwierzył Matt'owi. Wyznawał zasadę, że jego bracia nie kłamią. Nie bacząc na sytuację zawsze brał pod uwagę zdanie swoich podopiecznych. Co nie oznaczało oczywiście, że bezgranicznie im ufał. Po prostu brał z dystansem ich słowa, będąc w każdej chwili im pomóc, czy też rozwiązać spór. Nikt jego autorytetu nie podważał. Ba, nikt nawet o tym nie pomyślał!
 Następny postanowił zmyć się Lukas, a co za tym idzie Emil.
- No, to ja idę położyć Isusia spać.- Powiedział w miarę cicho, pamiętając słowa Berwalda. Szwed w końcu miał migrenę!
- Papa, Beri!- Islandia pomachała łapką okularnikowi na do widzenia. Oczywiście był na rękach Norwega, który z ulgą wypisaną na twarzy postanowił pójść do pokoju białowłosego.
- Luk.- To jedno słowo w ustach Szwecji sprawiło, że blondyn zamarł w miejscu i powoli się obrócił.
- Co się stało?- Zapytał, przeglądając w myślach listę swoich grzeszków.
- Weź ze sobą Tino. I nie zapomnij co masz jeszcze zrobić.- Mężczyzna o dwóch parach oczu, wpatrzył się groźnie w trzeciego w kolejce starszeństwa chłopaka.
-A-ach, jasne.- Granatowooki uśmiechnął się nerwowo.- Fini, chodź.- Wyciągnął rękę w stronę fioletowookiego chłopczyka, który zsunął się z krzesła i bez słowa podszedł do starszego chłopaka.
 Gdy kroki dwójki chłopców ucichły( Nie zapominajmy, że Islandia był niesiony), Berwald wyjął z kieszeni telefon, wystukał ciąg cyfr i przyłożył aparat do ucha.
- Cześć, kochanie. Tak, już dzieciaki poszły spać, co tam u ciebie?- Jego głos stał się delikatniejszy, a usta wygięły się w lekkim grymasie, oznaczającym że jaśnie pan się uśmiecha.
                                                                         * * *
 Trzy niepewne puknięcia o drzwi.
 Dania podniósł wzrok znad czytanej lektury i ukradkiem zacisnął dłoń na scyzoryku, który trzymał pod poduszką.
- Proszę!- Krzyknął, patrząc podejrzliwie na uchylające się drzwi.
- Etto, hejka.- Lukas podrapał się skołowany po tyle głowy i zamknął za sobą drzwi.
- No czeeeść. Po co się ze mną witasz? Przecież już się nieraz, nie dwa się ze sobą widzieliśmy w ciągu dnia.- Jego mina wyrażała pytanie "I niby kto tu jest idiotą?".
 - Grr...- Blondyn niemal zawarczał.- Czy ty musisz być takim irytującym dupkiem?- Zapytał i wszedł do środka, przeczesując pomieszczenie w poszukiwaniu czegoś, co mogłoby mu pomóc w pokonaniu chłopaka. W tym czasie Dania otworzył scyzoryk, gotując się na zadanie ciosu.
 W końcu Norweg sobie przypomniał po co tu przyszedł i zrezygnowany usiadł na krawędzi łóżka. W dodatku odległości jak najdalszej od jasnookiego brata.
 Zaskoczony Dania uniósł brwi. Jednakże nadal trzymał w dłoni scyzoryk, nie zamierzając pozbywać się od tak ważnej broni. Uśmiechnął się złośliwie.
- I co? Zamierzasz mnie przeprosić, tak?- Zadowolony z siebie wpatrzył się w granatowookiego.
- Tak. Przyszedłem by cię przeprosić.- Wydusił Lukas przez zaciśnięte usta.- Dlatego pszypraszamcięm. - Wymamrotał i zadowolony z siebie rozluźnił się.- Ufff.- Wypuścił z ust powietrze.- To ja już będę się zbierał.
- I to miały być przeprosiny?- Matthias nadął jeden z policzków w geście pokazującym zrezygnowanie.
- No, a czego chciałeś więcej?- Luk prychnął, zadzierając dumnie brodę.
- A bo ja wiem? Może nieco bardziej zrozumiałych słów, wyrażających jak bardzo przykro ci, że mnie dusiłeś?- Blondyn o włosach w odcieniu "dojrzałych łanów zbóż" wzruszył ramionami.
- Ale mi nie było przykro. Było mi niezwykle miło, że mogłem sprawić ci ból.- Właściciel lekko kręconych włosów ponownie prychnął.
- A wiesz, że możesz mi sprawić ból w nieco inny sposób?- To pytanie sprawiło,  iż Norweg w końcu skupił spojrzenie ciemnych tęczówek na swym rozmówcy.
- Że niby w jaki?- Zaciekawiony pochylił się w stronę Dani. Jednak widząc błyszczące ostrze scyzoryka ostentacyjnie się odsunął.
- No na przykład...- Nachylił się w stronę ucha Lukasa i wyszeptał kilka słów, przez które chłopak o grzywce spiętej grzywką się zarumienił.
- Z-zboczeniec...- Zawyrokował czerwony na twarzy chłopak.
-A bo ja wiem?- Dania wzruszył ramionami, jakby go to nie interesowało.- To tylko taka propozycja. Możesz z niej skorzystać, albo nie. Gilbert nie dopuszcza mnie jeszcze do siebie w ten sposób, a ja chętnie sobie odreaguję ten brak z kimś innym. Na przykład z tobą.- Matthias odrzucił na bok scyzoryk, jakby już mu nie był potrzebny.
 Zaskoczony Norweg poruszył kilka razy wargami, jakby zapomniał jak się mówiło.
- To jak?- Dania oplótł ramieniem chłopaka i musnął ustami jego ucho.- Zgadzasz się?- Przygryzł lekko zaczerwienioną powierzchnię, by po chwili ją polizać.
 Przez ciało Lukasa przeszedł dreszcz.
- Coś mi się zdaje, że chcesz. I to bardzo.- Zadowolony Matthias wpatrzył się w krocze swojego brata i ucałował go w policzek, popychając na połać łóżka. Zaraz wczepił się w jego usta, jakby zapominając że próbuje zdominować chłopaka, który był wielkim sadystą i uwielbiał dusić go krawatem. Na razie odłożył te rozmyślania na bok, skupiając się na rosnącym pragnieniu. Z umiłowaniem całował brata, ocierając się o niego raz po raz niczym napalona kotka. Nie miało to dla niego większego znaczenia czy robi to z nim, czy z Prusami. Dopóki było przyjemnie było dobrze. O konsekwencjach swoich czynów miał myśleć później.
 Lukas zaczął panikować. Ciepło ciała, które na niego napierało oddziaływało na niego w dziwny sposób. Nie chciał tego. Nawet nie rozumiał dlaczego jego anko dał mu taką propozycję, którą najwidoczniej zamierzał wprowadzić w czyn nawet nie pytając go o przyzwolenie do działania. No może zapytał go i nie poczekał na odpowiedź, ale... było to niemal tym samym!
 Dłoń blondyna ślizgała się po pościeli w poszukiwaniu jakiekolwiek broni. Trafiło na scyzoryk. Luk zacisnął na przedmiocie dłoń, odepchnął napalonego brata i drasnął go ostrą powierzchnią. Uwolniony tym sposobem Norweg popędził w stronę drzwi.
- Ty zboczeńcu, idioto, debilu, dupku! Nie waż się do mnie zbliżać!- Wykrzyczał całkiem czerwony i trzasnął za sobą drzwi. Jeszcze nie chciał myśleć o tym, że ... o ironio... to wszystko mu się podobało. Nawet za bardzo.
 Tym czasem niezadowolony Matthias dotknął palcami krwawiącej linii, wyrysowanej na jego policzku.
- Auć. - Stwierdził cicho.- Ale był słodki.- Walnął się z powrotem na kołdrę. Dopiero po jakimś czasie stwierdził, że poszuka plasterków. Oczywiście prowadził te poszukiwania niezwykle cicho. Nie chciał by Szwecja przyszła sprawdzić co się dzieje. Ale zgarnęli by opieprz. Ciekawe, czy Luk odważyłby się powiedzieć co mu proponowałem? To pytanie nie dawało spokoju biednej głowie blondyna.
 Prus by mnie zabił, gdyby się dowiedział. No..., ale przecież oficjalnie nie jesteśmy parą. To zawsze jakaś wymówka, no nie?
 
Od lewej: Islandia (Emil),  Dania (Matthias), Norwegia (Lukas), Szwecja (Berwald), Finlandia (Tino).
 Dla dobra opowiadania Norweg jest niemalże takiego samego wzrostu co Dania, więc nie ma tu tak wielkiej różnicy, jaką widać na obrazku. ;) Ogółem Dan i Nor są trochę zmienieni na cele opowiadania, więc proszę o wyrozumiałość i tak dalej...

niedziela, 21 września 2014

RusPrus część 1 "Kiedy pada"

https://www.youtube.com/watch?v=ZlGPTwNRYtU

 And it's dark and cold December~

 Tamtego dnia lało. Z nieba spadały na ziemię strugi deszczu. Rusek wracał ze szkoły, trzymając w dłoniach fioletowo-niebieski parasol. 10 latek balansował na murku, nie przejmując się, że parasolka wygięta pod kontem nie osłania go od deszczu.
- Ivaaaan!- Za chłopaczkiem rozległ się głośny pisk. Skonsternowany białowłosy obkręcił się na pięcie i wysłał znajomemu z klasy nieprzyjemne spojrzenie. Od razu cały entuzjazm uleciał.
- Czego chcesz?- Spytał, mrużąc oczy. Na jego bordowym mundurku widać było mokre smugi.
- Podzielisz się parasolem? - Skonsternowany albinos w żółtych kaloszkach z motywem kaczki ze ślizgiem wyhamował koło fioletowookiego. Był mocno zdyszany jakby biegł za wyższym od siebie chłopcem już od jakiegoś czasu.
- Po co? Już i tak jesteś przemoczony to mój parasol nic ci nie da.- Odpowiedział kąśliwie. Od razu jego wargi wygięły się w złośliwym uśmiechu.
- No, ale ... Chciałem z tobą wrócić do domu. - Powiedział czerwonooki, gniotąc w palcach rękaw swojego żółtego płaszczyka, który na dobrą sprawę nie uratował go przed losem przemoczonej kury. Zakłopotany spuścił wzrok na ziemię, która pokryta była kałużami.
- To masz problem.- Prychnął Ivan i ruszył w swoją stronę. Zaskoczony albinos uniósł głowę i znowu zaczął biec za Rosją.
- Ej! Ivan! Proszę! Nie idź. Wracajmy razem!- Prusak zaczął namawiać Rosjanina z uporem widniejącym na twarzy. Zirytowany białowłosy zignorował odgłosy wydawane przez znajomego z klasy.
- Nie ignoruj mnie. Chcę się z tobą zaprzyjaźnić!- Chłopczyk w żółtym obuwiu zagrodził fioletowookiemu drogę. Stał na rozstawionych nogach i rozsuniętych dłoniach jakby chciał robić za mur.
- I co mnie to?- Ivan uniósł dumnie głowę. - Nie potrzebuję przyjaciół. A już z pewnością nie takich jak ty.- Chłopak postanowił staranować drobnego 10 latka, który wylądował na rozmiękłej ziemi z żałosną miną.
- Dlaczego jesteś taki niemiły? Przecież nic ci nie zrobiłem.- Z miną zbitego psa spróbował wstać. Jednak znowu się pośliznął i upadł w kałużę.
- Bo mogę.- Ivan uśmiechnął się pod nosem i wzruszył ramionami. Licznik jego humoru podskoczył o kilka kresek do góry. Już przez nikogo nie zaczepiany Rosjanin zniknął za zakrętem.

 Don't hold me down ~

 Prus ciągle próbował wstać.
- Gilbert!- Chłopak został podtrzymany przez starszego od niego chłopca.- Nic ci się nie stało?- Dania pomógł albinosowi utrzymać pion.
- Nie ... nic mi nie jest.- Czerwonooki z pomocą przyjaciela przeszedł na bardziej stabilny chodnik.
- Czemu go zaczepiłeś? Przecież to Ivan. Doskonale wiesz, że nie potrzebuje powodu by ci zrobić krzywdę.- Nordyk miał niezadowoloną minę.- Z pewnością Ludwig cię porządnie schrzani za zaczepianie takich dziwnych osobników.
- On nie jest dziwny! Jest taki, jak każdy inny. Tylko nikt nie chce go poznać! Ja będę pierwszy!- Prusak wyrwał się zdziwionemu blondynowi i pobiegł przed siebie z łzami w oczach.
- Gilbert! Czekaj!- Dania pognał za albinosem.
 Drobny 10-latek biegł dalej starając się jak najbardziej wyciągać swoje krótkie nogi. Niestety nie zdołał uciec przed swoim przyjacielem.
 Dania złapał Prusy za ramię.
- Puuuść!- Zajęczał czerwonooki zabawnie wywijając wolnym ramieniem.
- Nie puszczę!- Nordyk zaparł się na piętach, wyginając się do tyłu.
- Luuuuu! Ratuuj! On mnie nie chce puścić!- Wykrzyczał chłopczyk na widok swojego brata. Zdziwiony Niemiec stał z wiśniowym parasolem. Przechylił głowę na bok.
- A co? Sam nie umiesz się bronić?- Spytał, kręcąc niezadowolony głową. Nie chciało mu się męczyć w taki dzień. Zwłaszcza, że ta psia pogoda ciągle się utrzymywała.
- Nie, Gilb nie ma instynktu samozachowawczego.- Blondyn się roześmiał, a młodszy chłopak znowu próbował się jakoś wykręcić z żelaznego uścisku jego dłoni. Spróbował za pomocą palców rozewrzeć te "obcęgi".
- Ej, brat, zostaw go.- Koło Ludwiga stanął Bondewik z miną mówiącą, że jego brat jest wielce irytujący.- Bo się spóźnimy na obiad.- Wyciągnął z kieszeni czarno-biały krawat i rozwinął go z miną "szalonego doktorka"- Bo zabawimy się inaczej.- W jego oczach widać było iskierki ognia piekielnego.
- Nie! Tylko nie krawat!- Puścił ramię Prus, cmoknął go w policzek.- To ja już lecę! Do jutra!

When It's raining~


 Gilbert.

sobota, 20 września 2014

RusUk część 5 " Mały Arti" ( + 18 )

 -To tu?- Spytał Ivan nie mogąc się już doczekać aż wejdą do mieszkania Arthura.
 -Yep.- Potwierdził Anglia otwierając drzwi przed ukochanym.- Witaj w moich skromnych progach!- Rzucił entuzjastycznie. Nie za bardzo obchodziło to Rosję, który wepchnął blondyna do środka i zatrzasnął za nimi drzwi.
- No w końcu. Już myślałem, że nie dam rady.- Uśmiechnął się szeroko i przyparł zielonookiego do ściany.  Ich usta znowu się złączyły. Arti stał wręcz na palcach by móc wygodnie odpowiadać na pieszczotę. Oplótł białowłosego nogą w pasie poruszając wyzywająco biodrami. Na ten dość jednoznaczny gest Ivan z radością przygryzł jego malinową wargę, podciągając koszulę Anglika do góry. Jego palce zaczęły bawić się sutkami drobniejszego mężczyzny.
 Blondyn nie krył się z odgłosami przyjemności, choć rozpalała go sama myśl, że osoba, która go całuje to Ivan w swej własnej, dumnej i nieprzeciętnej osobie.
 Białowłosy zebrał się w sobie i podniósł blondyna do góry, by ten nie musiał się męczyć, pieszcząc jego usta. Co ciekawe w ten sposób Arthur był niemal przyduszany do bladoniebieskiej ściany. Żadnemu z tych dwóch osobników to oczywiście nie przeszkadzało. Najważniejsza teraz była ich dwójka.
- Iviii... Powiedz jeszcze raz, że mnie kochasz.- Zażądał Anglik głosem drżącym z podniecenia. Jego drobne ciało wyginało się pod dłońmi chłopaka, które zaczęły błądzić po jego ciele.
- A co dostanę w zamian?- Spytał podstępnie Rosja, łapiąc zielonookiego za pośladki i lekko je ściskając. Arthur znowu jęknął. Od tak śnił o czymś takim. Choć w jego fantazjach groźny fioletowooki miał kocie uszka, ogonek i ciągle się o niego ocierał mrucząc. Nie wspominając, że po nocach w głowie Anglii widniał obrazek ich współżycia, w którym to właśnie ON był na górze. Niestety czasem trzeba zmierzyć się z rzeczywistością, w której Anglik nie miał cienia szans na zdominowanie personifikacji jednego z największych mocarstw. Na szczęście nie sprawiało mu to przykrości. Ba, nawet o tym nie pomyślał. Na razie tylko zastanawiał się co zaproponować Ivanowi, by ten łaskawie go rozebrał i zaczął się do niego dobierać w bardziej znaczący sposób.
 I kto tu niby był niewyżyty?
- Co dostaniesz... Klucz od sypialni z dużym łóżkiem. Może być?- Spytał chłopak z uroczą miną, która mówiła "Jestem grzeczny i nie mam pojęcia co możemy robić na tym łóżku".
- No koniec końców może.- Łaskawie zgodził się Rosja i zbliżył usta do jego ucha.- Kocham cię.- Te dwa słowa jeszcze nigdy nie zostały wypowiedziane przez białowłosego Władcę Łagrów z takim żarem i namiętnością. Już od samych tych słów Herbaciany Książe mógł dojść.
- Achhh...- Zajęczał, ocierając się kroczem o jego "namiocik" w spodniach.
 Ivan przyssał się do ust blondyna zsuwając mu spodnie z bielizną. Uwolniona w ten sposób erekcja od razu się uniosła, a łaskawy władca dłoni o niezwykle mlecznym odcieniu skóry, zacisnął na niej dłoń.
- Ivaaan.- Arthur wyszeptał jego imię z błogim wyrazem twarzy. Znowu poruszył biodrami, czując coraz większą chcicę. Rosja niemal zachichotał histerycznie. Oczywiście posądzano go o rozchwianie emocjonalne i o posiadanie żółtych papierów, ale jeszcze nikt mu tego nie udowodnił, więc swobodnie żył sobie na wolności. A miejsce w psychiatryku przecież od dawna było dla niego zaklepane. Ktoś musiał w końcu uświadomić psychicznemu mężczyźnie, że powinien zacząć się LECZYĆ.
- Czego chcesz, skarbie?- Spytał białowłosy uśmiechając się szeroko, jakby chciał wysuszyć zęby na nieistniejącym wietrze. Mężczyzna przesunął po czubku penisa Arthura, robiąc na dziurce kółeczka.'
- Nie baw się ze mną.- Zażądał Anglia w pełni nieświadomy, że jest w rękach psychopaty. W dodatku psychopaty uzależnionym w pełni od imienia "Arthur". No, ale czy w takim przypadku posiadacz takiegoś przydomku nie powinien czuć się bezpiecznie? A kto to tam wie. Yuma nigdy nie śpi.
 - No dobrzeeee.- Mruknął przeciągle fioletowooki i wsunął jeden z palców w rozgrzane wnętrze Herbacianego Księcia, od razy zaczynając nim poruszać. Także dłoń zaciśnięta na przyrodzeniu blondyna nie była bezczynna. Sunęła bez przerwy w górę i w dół.
 Anglia przygryzł pełne wargi, przymykając oczy.
- A co z sypialnią?- Spytał, przypominając sobie nagle, że nie chciał tego robić przy drzwiach. W końcu tylko jego pokój z wielkim, niebieskim łóżkiem był dźwiękoszczelny. Ale o tym Anglia nie wspominał. Jeszcze jego ukochany zacząłby go podejrzewać o częste romanse z innymi przedstawicielami państw. No ale blondyn przecież nie podpisał żadnych umów o czystość, ani o niezdradzanie swych towarzyszy od spraw cielesnych. No bo dlaczego Arthi pojawiał się w posiadłości Franciego? No oczywiście po to, by wyciągać Rosję z dołków emocjonalnych. W tę wersję trzeba wierzyć. A jak było na prawdę? To już tylko sam Herbaciany Książę wiedział.
- Za daleko ta twoja sypialnia.- Orzekł dumnie Rusek, wsuwając w dziurkę chłopaka kolejne dwa palce. Na takie argumenty Anglik nie miał żadnej riposty. Najwyżej kolejnego dnia będzie zmuszony zawieźć swoją drogą, starszą sąsiadkę do szpitala.
- Yhmmmm!- Jęknął Arthur. Bo po co męczyć się z zachowaniem ciszy? Trzeba pokazywać światu jak bardzo ci dobrze.
 Ivan jeszcze trochę w ten sposób rozciągał zielonookiego. W końcu nie wytrzymał i uniósł nogi blondyna, by mieć większy dostęp do jego sfer intymnych. Rozpiął spodnie, wyjął na wierzch swą męskość i wszedł w ciasny tyłeczek Anglii.
 Gdy Rosja zaczął się poruszać w jego wnętrzu Anglia dał całej kamienicy oryginalny koncert krzyków, jęków, stęków i innych nienazywalnych dźwięków, którymi ogłaszał wszem i wobec, że cholernie mu się ten seks podoba.
 Białowłosy słysząc te wszystkie dźwięki i czując mięśnie chłopaka, które tak mocno go opinały, nie wytrzymał i wytrysnął we wnętrze blondyna. Ten z kolei wykonał jeszcze kilka ruchów biodrami i zabrudził mundur Rosji.
 A kto tam dba o mundury w takich momentach? Przecież szafa Ivana była nimi zapchana. Jeden fatałaszek w tą, czy w tamtą to o jeden ciuch do wybrania mniej. Same plusy.
 Fioletowooki wyszedł z zielonookiego i się w niego przytulił.
- Jednak prawdziwy Arthur najlepszym z Arthurów. Kocham cię.- Powiedział i pocałował zdezorientowanego chłopaka w usta. Tym razem delikatnie i łagodnie.
 W ten sposób wszystkie spory zostały rozstrzygnięte, a biedny "Mały Arti" stał sam w ciemnym lesie ze smutnymi, znieruchomiałymi kołami i gąsienicami zabrudzonymi ziemią. Bo jego właściciel zapomniał o wiernym czołgu i poszedł go zdradzać z prawdziwym człowiekiem. No cóż. W ten sposób psychiatra zyskał kolejnego pacjenta. Jednak owy pacjent nie za bardzo miał jak się spotkać z terapeutą, ponieważ skończyło się mu życiodajne... paliwo.

piątek, 19 września 2014

RusUk część 4 "Mały Arti"

 Według Ivana Groźnego autobus poruszał się o wiele za wolno. Coraz bardziej przysuwał się do Arthura, który siedział tuż obok niego. Co, jak się okazało, było za daleko dla drogiego Rosji.
- Ivaan. Odsuń się, bo mnie zgnieciesz.- Mruknął po raz enty Anglia.
- No chodź do mnie na kolanka. To wtedy nie będę cię zgniatał!- Zauważył entuzjastycznie białowłosy. Jego fioletowe paczadła wręcz zaświeciły.
 Blondyn przyłożył palce do skroni, starając się nad sobą panować.
- To nie jest dobry pomysł.- Rzucił sucho. Co prawda szykował się mentalnie do oddania w ręce Ivana swojego ciała, no ale bez przesady. Nie musiał się do tego przygotowywać, siedząc na kolanach Rosji, który zapewne nie wytrzyma i zechce go wziąć tu i teraz co w praktyce oznaczało brudny seks na siedzeniach na wpół wypełnionego autobusu.
- Ale dlaczego? Będę grzeczny.- Zaczął go namawiać mężczyzna coraz bardziej zachowując się jak napalony mężczyzna, którym niestety był.
 - Nie, Ivan. Nie będziesz grzeczny i doskonale o tym wiem. Nawet nie umiesz usiedzieć na swoich 4 literach.- Westchnął, patrząc za okno, usilnie ignorując napalone spojrzenie ruska. A trzeba było mu wyznawać miłość? Trzeba było? Najlepiej najpierw było wezwać siły zbrojne, zakuć Ivana i zabrać go do siebie do domu. I tam dopiero wyznać mu miłość. No, ale wyszło, jak wyszło i teraz musiał znosić napierającego na niego białowłosego.
- No bo ja chcę znowu cię pocałować. Zacałować. I nawet nie doszliśmy do francuskiego pocałunku!- Wyjęczał zbolałym głosem Ivan, znowu się do ukochanego przysuwając.
- A od kiedy pałasz sympatią do francuzów?- Spytał, starając się nie zacząć krzyczeć.
- Od kiedy dowiedziałem się, że Francis to ekspert od seksów i pieprzony z niego seksoterapeuta.- Fioletowooki wtulił się w ramię blondyna.
- A czasem on nie zbrukał honoru twojej kaczuszki? - Spytał, po raz niewiadomo który wywracając oczami.
- No ... a potem chodziłem do niego na terapię... i sobie porozmawialiśmy o naszych problemach życiowych.- Wyjaśnił Rusek, miziając zielonookiego nosem po szyi.
- A jaki jest twój problem życiowy?- Arthur odepchnął wskazującym palcem twarz Ivana.
- Mam fetysz. - Przyznał się momentalnie wpadając w zakłopotanie.
-Achaa. A na czym on polega?- Spytał zainteresowany tym Arthur.
- Podnieca mnie wszystko co jest związane choć w najmniejszy sposób z tobą.- Powiedział z mądrą miną mężczyzna w mundurze i z zadowoleniem spostrzegł, że blondyn poczerwieniał.
- O boże... Może ja wysiąde z tego autobusu zanim mi coś zrobisz.- Wyszeptał zmartwiały.
- Ale... Ja nie zrobię nic bez twojej woli.- Ivan oplótł go w pasie ramionami, przyciągając go jak najbliżej siebie.
 Arthur zrobił nietęgą minę, już nawet nie próbując od siebie odkleić białowłosego.
 Trwali w takiej pozycji przez długie kilkanaście minut. Aż w końcu Rusek nie wytrzymał.
- Daleko jeszcze?- Spytał z miną wyrażającą " Jak tak, to ja nie wytrzymam".
 Anglia westchnął.
- Tak. Jeszcze kawałek.- Znowu wyjrzał za okno.
 - Ej... Arthi...- Przy uchu blondyna rozbrzmiało wypowiedziane szeptem pytanie.
 -Tak?
 -A mogę cię... pocałować?- Fioletowe oczy znowu rozbłysły.
 - Ech ... Niech ci będzie...- Bo kto mógłby się oprzeć temu spojrzeniu?
 - Daaa! Kocham cię!- Ivan zaczął namiętnie obcałowywać twarz Arthura, który obficie zarumienił się, widząc na sobie wzrok starszej pani.
- Już, koniec, stop. Przestań.- Zaczął protestować, czując że jest niebezpiecznie blizko pewnej ciekawej reakcji jego ciała na dotyk tego osobnika. Jak na złość Rosjanin nie odpowiadał.- Ivan! Nasz przystanek! Bo przegapimy przystanek!- Zaczął niemal krzyczeć Anglik.- No już. Odczep się. W domu dostaniesz to, czego chcesz. Ale już póść!
 W ten sposób uwaga Ivana w końcu została odwrócona a dziewictwo foteli w autobusie uratowane.

Koniec części 4

aph___rusuk_mochi_version_xd_by_mi_chan4649-d71ib5f.png

RusUk część 3 "Mały Arti"

 Przez dłuższą chwilę na przystanku panowała idealna cisza. Rosja czekał i czekał z zamkniętymi oczami i mięśniami spiętymi jak postronki. Z lękiem zastanawiał się czemu nic się nie dzieje. Czyżby Anglia dostał zawału?
 Ostrożnie otworzył oczy napotykając na drodze zielone ślepia Arthura.
 Ivan zamrugał kilka razy, nie rozumiejąc co się dzieje.
- A-arti?- Wypowiedział jego imię niepewnie.- Czemu jeszcze nic mi nie zrobiłeś?- Zapytał nie wierząc, że grom z jasnego nieba nie spopielił jeszcze jego ciała.
- Czemu miałbym cokolwiek ci robić?- Odpowiedział pytaniem na pytanie blondyn. Uśmiechnął się, a oniemiały Rosja trzasnął się z premedytacją w policzek.
- Chyba śnię! Muszę się obudzić. Muszę się obudzić!- Zaczął powtarzać raz po raz bijąc się po twarzy jak obłąkany. Naiwidoczniej nie mógł się pogodzić z zaistniałą sytuacją.
- Ivan!- Artur złapał za rękę białowłosego z rozzłoszczoną miną.- Nie bij się.- Zgromił Rosję spojrzeniem.- Nie mam po co się na ciebie gniewać. Przecież ja ciebie też kocham.- Zadeklarował, próbując zachować statyczny wyraz twarzy. Było to trudne. Zwłaszcza, że leżał na chodniku i musiał ignorować natarczywe spojrzenia przechodniów. A jak wiadomo fioletowooki miał nieprzeciętny talent do zwracania na siebie uwagi.
- Cholera. Ja śnię.- Ivan trzasnął się drugą dłonią, która nie była przez nic trzymana.
- Ivan. Miałeś przestać. - Teraz obie dłonie Rosji były unieruchomione.
- No, ale o co ci chodzi? Nie lubię takich realistycznych snów.- Wyrzucił z siebie białowłosy niby skruszonym głosem, zastanawiając się równocześnie czym tu się trzasnąć, aby się obudzić. Zawsze można próbować rzucić się pod autobus. Wtedy na pewno się obudzi!
 Anglia westchnął pod nosem, czując jak nikła, romantyczna nutka scenki się rozpada. Jeśli kiedykolwiek można było zaistniałą sytuację zaliczać do romantycznych...
- To nie jest sen.- Powiedział zielonooki w miarę spokojnym głosem.
- Nie jest? - Ivan zmróżył podejrzliwie oczy.- A więc powiadasz, że mnie kochasz?- Pochylił się nad twarzą drugiego mężczyzny. Usta Rosji znajdowały się teraz zaledwie kilka centymetrów od tej samej części ciała blondyna. Puls Anglii momentalnie podskoczył.
- Yhym. Kocham cię.- Mruknął zielonooki, przymykając powieki i uchylając w kuszący sposób pełne wargi.
- Więc to jednak sen!- Krzyknął wystraszony mocarz, widząc te uległe usta.- Jak to niby możliwe w realnym świecie? To nawet nie ma racji bytu! Przecież w zeszłym roku stłukłem ci zestaw do parzenia herbaty od Japońca! Znienawidziłeś mnie, bo nie dało się tego naprawić, a ty wymieniłeś ten zestaw za pamiątkowy Ekskalibur z przedstawienia o Królu Arturze i jego okrągłym stole!- Przerażony Ivan był gotowy zacząć rwać sobie włosy z głowy.- Wypowiedzieliśmy sobie wtedy wojnę, bo nie chciałeś przyjąć moich kondolencji na piśmie... To była największa skaza na mym życiorysie! Muszę śnić...
 Więcej nie zdążył powiedzieć, bo Anglia rozgoryczony brakiem inicjatywy swego większego przyjaciela, złączył ich usta w dość namiętnym, choć jednostronnym pocałunku.
 Zaskoczony Rosja znieruchomiał. W tym czasie Arthur oplótł jego szyję ramionami, pieszcząc własnymi wargami jego.
 W końcu Ivan postanowił dać się porwać temu pięknemu snu i zaczął z zaangażowaniem odwzajemniać pieszczotę. Naparł na blondyna ciałem przypierając go do chodnika.
 Pewnie posunąłby się dalej, no bo skoro to były tylko jego, acz erotyczne, nocne fantazje, to tłum także był wymyślony... Na szczęście (Bądź nie szczęście. Jak kto tam woli) , gdy dłoń białowłosego wsunęła się blondynowi pod bluzkę, Arthur oprzytomniał. Przecież byli w miejscu publicznym!
 Spanikowany Anglia odepchnął Rosję, który padł plackiem koło słupa z rozkładem jazdy.
 - Więc to jednak nie był sen.- Stwierdził z zaskoczoną miną Ivan, splatając dłonie na piersi.- A teraz mogę umrzeć w spokoju i spełnieniu.
 Arthur, który już stał na własnych nogach, wygładzając pomiętą koszulę, wzniósł oczy ku niebu.
- Nie pozwalam ci umierać. Wstawaj. Wsiadamy do autobusu.- Powiedział ze względnym spokojem poprawiając grzywkę.
- Ale po co do autobusu?- Spytał zdziwiony Ivan, ostentacyjnie nie ruszając się z miejsca.
- Ponieważ dzisiaj nocujesz u mnie.
 Te słowa podziałały na Rosję mobilizująco. Niczym błyskawica podniósł się z ziemi, złapał Anglię za rękę i pociągnął do środka pojazdu. Arthur oczywiście uśmiechał się pod nosem.
 To będzie cudowny wieczór...

Koniec części 3




RusUk część 2 "Mały Arti"


- Czy mogę ci w czymś pomóc?- Koło niemalże zalanymi łzami Ivana, przysiadł Arthur. Jak na zawołanie białowłosy zaczął wpatrywać się jak urzeczony w swego oblubieńca o włosach niczym łany zbóż, które okalały zarumienione wzgórza policzków. Rozmarzony Rosja przejechał wzrokiem po malinowych wargach Anglii, jego małym, zadartym nosku, ślicznych łukach brwiowych, by w końcu zakończyć wędrówkę na Tych oczach. Wyglądały one jak para soczysto zielonych szmaragdów w obwódkach niesamowicie długich, jasnych rzęsach.
 Dla Ivana świat przez niesamowicie długą chwilę przestał istnieć.
 Zmartwiany tym znieruchomieniem Arthur położył dłoń na jego ramieniu, zapewne nie rozumiejąc dlaczego jego „wróg nr.1” zareagował w taki sposób na to pytanie. Aż tak go nie lubił?
- Ivan, co się stało?- Spytał łagodnie. Tym samym przyjął ton głosu, jakim zwracał się do malusiej myszki, mieszkającej pod jego łóżkiem. Nie zapominajmy, że myszka miała na imię zgredek, piła z Anglią herbatki i zajadała ser w najmniej dostosowanych do tego momentach.
- Arthuuuuur!- Wyjęczał Rosja zbolałym głosem. Od razu rzucił się na ukochanego, wpadając w jego ramiona i tym samym, przewracając ich dwójkę na nieco twardy chodnik. Zaczął chlipać.- Nikt mnie nie lubi! Nikt mnie nie kocha! Ten świat jest zły, a moja zabawka się zepsuła!- Wyryczał, skarżąc się mu dokładnie tak samo, jak wtedy, gdy znalazł swoją kaczusię umazaną czymś białym i niesamowicie lepkim.
 -Już dobrze. Nie płacz. Ćśśśśśśś.- Blondyn z uporem zachowywał spokojny ton głosu, w duchu żałując, że nie wziął na spacer kilku paczek chusteczek. W tedy jego koszula nie byłaby rzęsiście skraplana łzami białowłosego.
  Mimo, że większy od zielonookiego mężczyzna dociskał go do zimnej powierzchni kafelków nie przeszkadzało mu to. Gładził umięśnione plecy fioletowookiego, cierpliwie czekając aż ten się uspokoi.
- Arthi… Mój mały Arti czeka tam w lesie sam i cierpi.- Wyjęczał, zapominając że miał się nie przyznawać Kirklandowi do tego, że niemal każda rzecz w jego arsenale, garażu i pokoju nosi zdrobnienia, bądź zgrubienia imienia Arthur, a czasami też zdrobnienia jego nazwiska.
- Ivan, ćśśśś, przecież jestem tu, przy tobie i w cale nie cierpię.- Wytłumaczył mu cierpliwie blondyn. Oczywiście nie zrozumiał, że jego wróg mówił o czołgu, aczkolwiek jego serce zabiło szybciej, słysząc to piękne określenie „mój”.
- Nie cierpisz? – Spytał, pociągając smętnie nosem. Gdy to zrobił, na jego policzkach wykwitły lekkie rumieńce. Jego mózg nieskładnie zarejestrował, że szyja Anglii bardzo kusząco pachnie i przydałoby się ją przyozdobić paroma malinkami.
 - Nie cierpię. Jest mi wręcz miło.- Powiedział zawstydzony Arthur. W końcu czy normalnym jest, że ktoś cię wącha? Nawet jeśli ten ktoś jest oszołamiająco przystojny?
 - A kupisz mi paliwa?- Zapytał Ivan, szepcząc te słowa wprost do ucha blondyna, który zadrżał, czując na sobie jego oddech.
 - Ymm. No dobrze.- Blondyn poklepał białowłosego po ramieniu, nie mogąc zapanować nad galopującym sercem.
- Da! Kocham cię!- Ivan ścisnął mocno oniemiałego chłopaka z wielkim „bananem” na twarzy.
 Zielonooki wpatrzył się oszołomionym wzrokiem w fioletowookiego.
 - Ty… Co robisz?- Spytał, bojąc się, że zaraz mu serce z piersi wyskoczy. Spąsowiał pod wpływem emocji.
 -Ja… No… Ten tego… Bo ja cię kocham…
 Nagle Ivana ogarnął lek, że zaraz zostanie wyśmiany, odrzucony i zmieszany z błotem. Zbladł i zamknął oczy, czekając aż Arthur go odepchnie, a cały jego świat ulegnie zepsuciu.

Koniec części II


Tak mi bardzo do sytuacji pasowało. 

RusUk część 1 "Mały Arti"

Ivan stał z przerażoną miną na przystanku, wpatrując się rozszerzonymi do granic możliwości oczami w rozkład jazdy. Przez chwilę wyglądał tak, jakby chciał ową tabliczkę zniszczyć, bądź przejechać, rozdeptać, spalić i rozwiać na cztery strony świata za to, co mu zrobiła.
 A jak do tego wszystkiego doszło? To długa i wręcz nieprawdopodobna historia. A było to tak…
 Rosja zadowolony z siebie, wpatrzył się w wypolerowany własnoręcznie czołg, pękając z dumy. Jego „Mały Arti” prezentował się świetnie z wymalowaną na lufie flagą Angli. Rozczulony mężczyzna poklepał po gąsienicy swoje „maleństwo” i wsiadł do środka by udać się na codzienną przejażdżkę z substytutem jego ukochanego.
- No już, moje maleństwo, już Arturku mój drogi jedziemy.- Mówił do czołgu pieszczotliwie, zamykając za sobą właz. Nikt, ale to nikt nie posądzał groźnego, wielkiego Ivana o coś takiego. A już tym bardziej nikt nie posądzał go o wielką miłość do pana Arthura Kirklanda. W końcu byli wrogami. Ba, prowadzili wojnę, rywalizowali ze sobą w szachach i innych grach takich jak „monopoli”, czy też tenis. Któż to wiedział, że serce Ivana od dawna należało do niepozornego Anglii?
 Po niecałej godzinie jazdy przez las zdarzyła się rzecz przeokropna, która doprowadziła drogiego Rosję na skraj depresji. Jego ukochany stanął w środku lasu! Skończyło się im … paliwo. Przez to przed białowłosym powoli tworzyła się wizja wracania do jego domku wypoczynkowego na piechotę. Wielki Ivan miał wracać do domu na PIECHOTĘ!
 Na szczęście dumnemu posiadaczowi fioletowych oczu przyszedł do głowy pomysł otworzenia telefonu i sprawdzenia zasięgu, który O ZGROZO był. I to aż dwie kreski!
 Szczęśliwy Ivan wystukał numer pomocy drogowej, kompletnie ignorując fakt, że znajdował się w środku lasu, a pomoc drogowa zwykle pomagało w naprawie samochodów, a nie wielkich, błyszczących czołgów.
 Gdy w końcu nadjechał długo wyczekiwany pojazd białowłosy niemal podskoczył z radości, jakże wielki zawód go czekał, gdy wystraszeni cywile, widząc „Małego Artiego” wpadli w popłoch i wtepędy uciekli gdzie pieprz rośnie.
 Ivan momentalnie poczerwieniał, widząc takie zachowanie. Zaczął biec za autem przez las pełen pokrzyw, tak, pokrzyw, krzycząc głośno „tavariszu, stójcie!”. Oczywiście spanikowana pomoc drogowa nie usłuchała, a przyspieszyła jedynie tempo ucieczki. Nawet nie dali sobie wytłumaczyć, że Rosji potrzebne jest paliwo do jego ukochanego czołgu.
 Fioletowooki się dzielnie nie poddawał dalej pędząc przez las. Bo czego by nie zrobił dla swojego małego „Artura”, który czekał na choćby kroplę życiodajnego paliwa?
 Czemu ta niewinna przejażdżka musiała się tak skończyć? Przecież tak dobrze przejeżdżało się im czerwone muchomory!
 W końcu zdyszany Rosja potknął się o krawężnik, który pojawił się niewiadomo skąd i niewiadomo kiedy, ryjąc twarzą o ziemię tuż przed asfaltem. Od razu po okolicy rozniosły się wrzaski cierpiącego Ivana, który groził temu złemu światu wywołaniem III wojny światowej, poniszczeniu wszystkich krawężników świata swymi czołgami i wystrzelaniem pracowników pomocy drogowej kałasznikami.
 Przygnębiony białowłosy po jakimś czasie podniósł się ze ściółki leśnej, otrzepał mundur z liści i łaskawie rozejrzał po okolicy. Podświadomie szukał dużego napisu „Shell”, jego ukochanej i zaufanej stacji paliw, która po uczciwej wymianie gróźb na paliwo uratowałaby honor jego maleństwa. Niestety dziwnym trafem po środku lasu takowej stacji nie było.
 Ivanowi zebrało się na łzy. Groźny Rosja był właśnie na krawędzi wybuchu spazmatycznym płaczu, gdy ujrzał coś genialnego, a mianowicie autobus. Osławiony PKS, w którym niemal nigdy nie ma miejsc siedzących.
 Właśnie w taki, dość szczęśliwy sposób, Rosja znalazł się na pętli autobusowej. Teraz stał tam, rozpaczliwie próbując siłą woli zmienić godzinę, widniejącą na tablicy odjazdów.
 Jego autobus miał odjechać dopiero za 20 minut! Przecież jego mały Arti nie mógł na tyle zostać sam! Na pewno teraz stał samotnie w lesie z pustą kabiną, smutnymi, znieruchomiałymi kołami i gąsienicami zabrudzonymi ziemią. Przecież właśnie tego wieczot mieli odbyć wizytę w myjni, gdzie drogi Ivan mógłby potajemnie powytulać swój fetysz, którym stał się czołg, noszący imię miłości jego życia.
 W oczach chłopaka znowu zakręciły się łzy. W ciągu swego 27 letniego nigdy nie był tak blisko płaczu jak w ciągu najbliższych godzin! No oczywiście nie można tu wspomnieć o jego ukochanej piszczącej kaczuszce, z którą zawsze się mył i którą zabierał w delegację… Dziwnym trafem kaczka miała na imię Król Artur I. Fioletowooki musiał kaczce urządzić pogrzeb po tym, jak Francja użył Artura I do ulżenia sobie w potrzebach fizjologicznych. Ivan miał wtedy depresję przez tydzień… No o innych przedmiotach lepiej już nie myśleć. Taki nieszczęsny Drzewek Arturian mógłby się obrazić…
 Zrezygnowany Ivan osunął się na kolana z niebezpiecznie drżącą wargą.
 Właśnie zamierzał unieść głowę do nieba i zacząć krzyczeć, nie zważając na innych cywilów, gdy usłyszał głos z jego snów. Łagodny, spokojny i pełen niepokoju. Dla Ivana to było niczym objawienie. Już niemal słyszał te piękne „Alleluja” w tle.
- Czy mogę ci w czymś pomóc?
 Niby zwykłe słowa, a potrafią zmienić tak wiele…


Koniec części I



Zaczynamy~

Ten blog jest o tematyce Yaoi. Niezainteresowanych prosi się o wypier papier z bloga i nie zawracania głowy hejtami.
Posty będą raczej dedykowane kochanemu Grellowi. Należy się spodziewać fanfików z Hetalii, ale niechcący mogą sie tu przypałętać również inne. Za to nie odpowiadam, bo wszystko zależy od weny~
Już teraz dodaję pierwsze RusUk-i.
Więcej grzechów nie pamiętam i to tyle na początek :3