piątek, 19 września 2014

RusUk część 2 "Mały Arti"


- Czy mogę ci w czymś pomóc?- Koło niemalże zalanymi łzami Ivana, przysiadł Arthur. Jak na zawołanie białowłosy zaczął wpatrywać się jak urzeczony w swego oblubieńca o włosach niczym łany zbóż, które okalały zarumienione wzgórza policzków. Rozmarzony Rosja przejechał wzrokiem po malinowych wargach Anglii, jego małym, zadartym nosku, ślicznych łukach brwiowych, by w końcu zakończyć wędrówkę na Tych oczach. Wyglądały one jak para soczysto zielonych szmaragdów w obwódkach niesamowicie długich, jasnych rzęsach.
 Dla Ivana świat przez niesamowicie długą chwilę przestał istnieć.
 Zmartwiany tym znieruchomieniem Arthur położył dłoń na jego ramieniu, zapewne nie rozumiejąc dlaczego jego „wróg nr.1” zareagował w taki sposób na to pytanie. Aż tak go nie lubił?
- Ivan, co się stało?- Spytał łagodnie. Tym samym przyjął ton głosu, jakim zwracał się do malusiej myszki, mieszkającej pod jego łóżkiem. Nie zapominajmy, że myszka miała na imię zgredek, piła z Anglią herbatki i zajadała ser w najmniej dostosowanych do tego momentach.
- Arthuuuuur!- Wyjęczał Rosja zbolałym głosem. Od razu rzucił się na ukochanego, wpadając w jego ramiona i tym samym, przewracając ich dwójkę na nieco twardy chodnik. Zaczął chlipać.- Nikt mnie nie lubi! Nikt mnie nie kocha! Ten świat jest zły, a moja zabawka się zepsuła!- Wyryczał, skarżąc się mu dokładnie tak samo, jak wtedy, gdy znalazł swoją kaczusię umazaną czymś białym i niesamowicie lepkim.
 -Już dobrze. Nie płacz. Ćśśśśśśś.- Blondyn z uporem zachowywał spokojny ton głosu, w duchu żałując, że nie wziął na spacer kilku paczek chusteczek. W tedy jego koszula nie byłaby rzęsiście skraplana łzami białowłosego.
  Mimo, że większy od zielonookiego mężczyzna dociskał go do zimnej powierzchni kafelków nie przeszkadzało mu to. Gładził umięśnione plecy fioletowookiego, cierpliwie czekając aż ten się uspokoi.
- Arthi… Mój mały Arti czeka tam w lesie sam i cierpi.- Wyjęczał, zapominając że miał się nie przyznawać Kirklandowi do tego, że niemal każda rzecz w jego arsenale, garażu i pokoju nosi zdrobnienia, bądź zgrubienia imienia Arthur, a czasami też zdrobnienia jego nazwiska.
- Ivan, ćśśśś, przecież jestem tu, przy tobie i w cale nie cierpię.- Wytłumaczył mu cierpliwie blondyn. Oczywiście nie zrozumiał, że jego wróg mówił o czołgu, aczkolwiek jego serce zabiło szybciej, słysząc to piękne określenie „mój”.
- Nie cierpisz? – Spytał, pociągając smętnie nosem. Gdy to zrobił, na jego policzkach wykwitły lekkie rumieńce. Jego mózg nieskładnie zarejestrował, że szyja Anglii bardzo kusząco pachnie i przydałoby się ją przyozdobić paroma malinkami.
 - Nie cierpię. Jest mi wręcz miło.- Powiedział zawstydzony Arthur. W końcu czy normalnym jest, że ktoś cię wącha? Nawet jeśli ten ktoś jest oszołamiająco przystojny?
 - A kupisz mi paliwa?- Zapytał Ivan, szepcząc te słowa wprost do ucha blondyna, który zadrżał, czując na sobie jego oddech.
 - Ymm. No dobrze.- Blondyn poklepał białowłosego po ramieniu, nie mogąc zapanować nad galopującym sercem.
- Da! Kocham cię!- Ivan ścisnął mocno oniemiałego chłopaka z wielkim „bananem” na twarzy.
 Zielonooki wpatrzył się oszołomionym wzrokiem w fioletowookiego.
 - Ty… Co robisz?- Spytał, bojąc się, że zaraz mu serce z piersi wyskoczy. Spąsowiał pod wpływem emocji.
 -Ja… No… Ten tego… Bo ja cię kocham…
 Nagle Ivana ogarnął lek, że zaraz zostanie wyśmiany, odrzucony i zmieszany z błotem. Zbladł i zamknął oczy, czekając aż Arthur go odepchnie, a cały jego świat ulegnie zepsuciu.

Koniec części II


Tak mi bardzo do sytuacji pasowało. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz