And it's dark and cold December~
Tamtego dnia lało. Z nieba spadały na ziemię strugi deszczu. Rusek wracał ze szkoły, trzymając w dłoniach fioletowo-niebieski parasol. 10 latek balansował na murku, nie przejmując się, że parasolka wygięta pod kontem nie osłania go od deszczu.
- Ivaaaan!- Za chłopaczkiem rozległ się głośny pisk. Skonsternowany białowłosy obkręcił się na pięcie i wysłał znajomemu z klasy nieprzyjemne spojrzenie. Od razu cały entuzjazm uleciał.
- Czego chcesz?- Spytał, mrużąc oczy. Na jego bordowym mundurku widać było mokre smugi.
- Podzielisz się parasolem? - Skonsternowany albinos w żółtych kaloszkach z motywem kaczki ze ślizgiem wyhamował koło fioletowookiego. Był mocno zdyszany jakby biegł za wyższym od siebie chłopcem już od jakiegoś czasu.
- Po co? Już i tak jesteś przemoczony to mój parasol nic ci nie da.- Odpowiedział kąśliwie. Od razu jego wargi wygięły się w złośliwym uśmiechu.
- No, ale ... Chciałem z tobą wrócić do domu. - Powiedział czerwonooki, gniotąc w palcach rękaw swojego żółtego płaszczyka, który na dobrą sprawę nie uratował go przed losem przemoczonej kury. Zakłopotany spuścił wzrok na ziemię, która pokryta była kałużami.
- To masz problem.- Prychnął Ivan i ruszył w swoją stronę. Zaskoczony albinos uniósł głowę i znowu zaczął biec za Rosją.
- Ej! Ivan! Proszę! Nie idź. Wracajmy razem!- Prusak zaczął namawiać Rosjanina z uporem widniejącym na twarzy. Zirytowany białowłosy zignorował odgłosy wydawane przez znajomego z klasy.
- Nie ignoruj mnie. Chcę się z tobą zaprzyjaźnić!- Chłopczyk w żółtym obuwiu zagrodził fioletowookiemu drogę. Stał na rozstawionych nogach i rozsuniętych dłoniach jakby chciał robić za mur.
- I co mnie to?- Ivan uniósł dumnie głowę. - Nie potrzebuję przyjaciół. A już z pewnością nie takich jak ty.- Chłopak postanowił staranować drobnego 10 latka, który wylądował na rozmiękłej ziemi z żałosną miną.
- Dlaczego jesteś taki niemiły? Przecież nic ci nie zrobiłem.- Z miną zbitego psa spróbował wstać. Jednak znowu się pośliznął i upadł w kałużę.
- Bo mogę.- Ivan uśmiechnął się pod nosem i wzruszył ramionami. Licznik jego humoru podskoczył o kilka kresek do góry. Już przez nikogo nie zaczepiany Rosjanin zniknął za zakrętem.
Don't hold me down ~
Prus ciągle próbował wstać.- Gilbert!- Chłopak został podtrzymany przez starszego od niego chłopca.- Nic ci się nie stało?- Dania pomógł albinosowi utrzymać pion.
- Nie ... nic mi nie jest.- Czerwonooki z pomocą przyjaciela przeszedł na bardziej stabilny chodnik.
- Czemu go zaczepiłeś? Przecież to Ivan. Doskonale wiesz, że nie potrzebuje powodu by ci zrobić krzywdę.- Nordyk miał niezadowoloną minę.- Z pewnością Ludwig cię porządnie schrzani za zaczepianie takich dziwnych osobników.
- On nie jest dziwny! Jest taki, jak każdy inny. Tylko nikt nie chce go poznać! Ja będę pierwszy!- Prusak wyrwał się zdziwionemu blondynowi i pobiegł przed siebie z łzami w oczach.
- Gilbert! Czekaj!- Dania pognał za albinosem.
Drobny 10-latek biegł dalej starając się jak najbardziej wyciągać swoje krótkie nogi. Niestety nie zdołał uciec przed swoim przyjacielem.
Dania złapał Prusy za ramię.
- Puuuść!- Zajęczał czerwonooki zabawnie wywijając wolnym ramieniem.
- Nie puszczę!- Nordyk zaparł się na piętach, wyginając się do tyłu.
- Luuuuu! Ratuuj! On mnie nie chce puścić!- Wykrzyczał chłopczyk na widok swojego brata. Zdziwiony Niemiec stał z wiśniowym parasolem. Przechylił głowę na bok.
- A co? Sam nie umiesz się bronić?- Spytał, kręcąc niezadowolony głową. Nie chciało mu się męczyć w taki dzień. Zwłaszcza, że ta psia pogoda ciągle się utrzymywała.
- Nie, Gilb nie ma instynktu samozachowawczego.- Blondyn się roześmiał, a młodszy chłopak znowu próbował się jakoś wykręcić z żelaznego uścisku jego dłoni. Spróbował za pomocą palców rozewrzeć te "obcęgi".
- Ej, brat, zostaw go.- Koło Ludwiga stanął Bondewik z miną mówiącą, że jego brat jest wielce irytujący.- Bo się spóźnimy na obiad.- Wyciągnął z kieszeni czarno-biały krawat i rozwinął go z miną "szalonego doktorka"- Bo zabawimy się inaczej.- W jego oczach widać było iskierki ognia piekielnego.
- Nie! Tylko nie krawat!- Puścił ramię Prus, cmoknął go w policzek.- To ja już lecę! Do jutra!
When It's raining~

Gilbert.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz