---
W poprzednim poście było napisane, że bohaterowie ( To znaczy Ivan, Dania, Prusy) tego opowiadania mają po 10 lat, ale że nie pomaga mi to w rozwijaniu akcji wiek ten został zmieniony na 15 lat. Tak dla ogólnej wiadomości. Najstarszymi postaciami oczywiście są tu, jak na razie, Niemiec i Szwed. I to na tyle. Zapraszam do czytania i przepraszam za to znaczące opóźnienie w dodawaniu postów. Oczywiście tu przepraszam drogiego Grell'a. :3
---
- Ani się waż podejść do mnie z tym krawatem!- Zagrzmiał z paniką w głosie Matthias. Stał pod ścianą zagoniony w to miejsce przez Norwegię i nie miał żadnych szans na ucieczkę. Jego czarny kapelutek przechylił się na bok w ramach protestu. Jasne oczy podejrzliwie wpatrywały się w brata, który nie dość, że trzymał w dłoniach prążkowane narzędzie zbrodni, to jeszcze non stop się do niego przybliżał.
- A co jak się ważę, Anko?- Rzucił irytująco słodkim głosem jasny brunet. Obaj wiedzieli, że Dania, mimo że mówił wszystkim, że jest straszy od swojego brata, nie zachowywał się, ani nie wyglądał na takowego. Chłopak ze spinką w kształcie odwróconego krzyża zrobił jeszcze jeden krok w stronę błękitnookiego.
- Toooo... Nie dam ci forów w następnych obchodach święta Niepodległości!- Wypiszczał chłopak w granatowym wdzianku, wręcz rozpłaszczając się na ścianie. W tym momencie strasznie żałował, że nie ma pod ręką swojego toporka. Przynajmniej miałby czym rzucać. Ale nieee... Skądże... Jego szkolny wychowawca musiał oczywiście stwierdzić, że jego zabawka jest niezwykle niebezpieczna i trzeba ją zarekwirować!
- Nie potrzebuję forów!- Zagrzmiał wręcz obrażony tym stwierdzeniem Norweg. Lukas zawsze miał na tym punkcie bzika.- Takich irytujących idiotów jak ty to ja rozkładam na łopatki od tak!- Zagrzmiał i rzucił się na swą ofiarę, zarzucając jej krawat na szyję i zaciskając niczym pętle na stryczku.
Matt otworzył usta w niemym krzyku, próbując się wyrwać chłopakowi. Niestety jego opór na nic zdał. To się nazywa pech. Oboje tarzali się po podłodze w przedpokoju. Z czego chłopak o jaśniejszym odcieniu oczu zaczął się robić niepokojąco siny. Ciekawe dlaczego?
- Moja szona wróciła? (Błąd zamierzony) - Dało się słyszeć głosik przesycony niekłamanym szczęściem. Po chwili w przedpokoju pojawił się rozanielony chłopczyk o białych włosach i radosnych fiołkowych oczach.- Onii-chaaaaaaan! - Chłopiec z maskonurem w objęciach skoczył na plecy duszącego Danię, Norwega i przylepiony do niego zaczął trajkotać coś na temat ich zbliżającego się ślubu.
Lukas najpierw poczerwieniał ze złości, ale zaraz puścił Matt'a by zająć się swoim małym skarbem, któremu nie mogła się stać krzywda. I choć strasznie denerwowały go określenia typu "Żona" i "onii-chan", nie potrafił zrobić krzywdy drugiemu od końca chłopcu.
Dannemark od razu skorzystał z okazji i rozwiązał krawat, łapiąc powietrze niczym ryba wyrzucona na pokład statku podczas sztormu na morzu martwym. Leżał na panelach dziękując w myślach Islandii, który postanowił wrócić wcześniej ze szkoły.
- Co się stało, Isusiu?- Spytał Lukas dziwnie łagodnym głosem, głaszcząc malucha po bielutkich włoskach.- Zmęczyłeś się po biegu po schodach? Przepraszam, że od razu do ciebie nie przyszedłem. Musiałem przecież podusić naszego braciszka kochanego.- Mruczał głosem miękkim niczym aksamit.
- A zrobisz mi kanapkę z czekoladą?- Spytał fioletowooki, wpatrując się w starszego od siebie chłopaka z niemałym uwielbieniem. Szczebioczący Norweg podniósł się z podłogi, pilnując by Emil przypadkiem nie spadł z jego pleców i ruszył w stronę kuchni.
- No oczywiście. Jeśli dzięki temu będziesz się lepiej czuł... - Jego świergotanie niosło się za nim jeszcze długo. W tym czasie Matthias powoli dochodził do siebie, leżąc koło wycieraczki niczym przyduża foka, która wyleguje się na plaży, czekając aż większa fala przykryje ją i samoistnie pomoże jej wejść do wody.
Drzwi wejściowe po pewnym czasie otworzyły się i walnęły o leżącego bez życia błękitnookiego.
- Ojeju. Drzwi się zaklinowały. - Ktoś zamknął drzwi i znowu je otworzył, tym samym waląc nimi jeszcze raz o ciało Dani, który wydał z siebie głośny jęk.
- Tino. Zostaw te drzwi. Chyba ktoś tam leży.- Stoicki, męski baryton powstrzymał młodego Finlandię od kolejnej próby otworzenia drzwi.
- Beri, niby kto mógłby tam leżeć?- Fuknął niezadowolony blondynek o fioletowych oczach. Nie lubił gdy coś szło nie po jego myśli.
- Zapewne Matthias. Ej, Matt. Słyszysz ty mnie? Rusz ten swój zad sprzed drzwi i daj nam wejść do środka.- Polecenie to było chłodne, stoickie i pełne apatyzmu.
Dania przeturlał się w bok, jeszcze nie mogąc ochłonąć po ataku Norwega.
Drzwi skrzypnęły i już bez żadnych przeszkód się otworzyły.
- Ejo, Ta-san, żyjesz jeszcze?- Tino postanowił ze swoim zwykłym zapałem pozaczepiać Danię, trzęsąc jego ramieniem.- Nie zdjąłeś nawet butów.- Zauważył, nie przestając wprowadzać w ruch ciała starszego.
- Tino, rozbierz się i idź do kuchni. Ja się już zajmę naszym Matthiasem.- Stwierdził spokojnie Berwald ( Dla nie wiedzących kto to jest, chodzi o Szwecję) i podniósł z ziemi wiotkiego Danię, który od razu wpadł w jego ramiona i zdjął z niego kurtkę, a następnie buty.- Czy musisz ciągle podpadać Lukasowi? Jesteście braćmi trochę więcej ogłady by się wam przydało w waszych relacjach. - Przy okazji okularnik postanowił zrobić młodszemu wykład. Poniekąd sprawował on funkcję "opiekuna" rodu, zachowując się jak samotny ojciec z gromadą przygłupich dzieci na głowie. A nerwy trzeba mieć by móc ze spokojem przebywać w towarzystwie bachorów, które niemal ciągle się o coś kłócą.
- Ale ja mu nie podpadam. - Wyjęczał chłopak w myślach dodając na koniec tego zdania protest tyu "Mamoo, to nie moja wina, ja nic nie zrobiłem!".
- Gdybyś choć raz postarał się nie irytować swojego brata, nie kończyłbyś podduszany na dywanie, podłodze, bądź wycieraczce.- Zauważył Szwed, wchodząc po schodach.- Po kolacji macie się pogodzić i nie chcę słyszeć żadnych jęków. A z Lukasem to ja już sobie porozmawiam...
* * *
W ten sposób, to znaczy po rozmowach z "głową rodu", kolacja przebiegła w atmosferze ciszy i ogólnego zrozumienia. Jeśli o zrozumieniu można mówić, gdy młodsi chłopcy myśleli tylko o tym, by nie podpaść Szwedowi, który oświadczył, że boli go głowa i mają nie rozmawiać, nie szeptać, nie kichać, nie smarkać, nie śmiać się, bo będzie zmuszony na nich krzyczeć, a tego nikt przecież nie chce. Dlatego też Luk skupił całą swoją uwagę na krojeniu kanapek Islandii na ćwiartki, a Matth bawił się widelcem, przemieszczając po białym talerzu groszek, który robił mu za "żołnierzy". Z kolei młody Tino ciumkał kakao z butelki, zachowując się przy tym jakby robił najważniejszą rzecz pod słońcem.
Kiedy minęło umowne pół godziny przeznaczone na kolacje, towarzystwo zaczęło się powoli rozchodzić.
Pierwszy z miejsca zerwał się Dania z wymówką "Właśnie mi się przypomniało, że obiecałem Gilbertowi podać lekcje!". Został odprowadzony wzrokiem Szwecji, wyrażającym "Nie zapomnij, że masz się dzisiaj pogodzić z Norwegią". Oczywiście uwierzył Matt'owi. Wyznawał zasadę, że jego bracia nie kłamią. Nie bacząc na sytuację zawsze brał pod uwagę zdanie swoich podopiecznych. Co nie oznaczało oczywiście, że bezgranicznie im ufał. Po prostu brał z dystansem ich słowa, będąc w każdej chwili im pomóc, czy też rozwiązać spór. Nikt jego autorytetu nie podważał. Ba, nikt nawet o tym nie pomyślał!
Następny postanowił zmyć się Lukas, a co za tym idzie Emil.
- No, to ja idę położyć Isusia spać.- Powiedział w miarę cicho, pamiętając słowa Berwalda. Szwed w końcu miał migrenę!
- Papa, Beri!- Islandia pomachała łapką okularnikowi na do widzenia. Oczywiście był na rękach Norwega, który z ulgą wypisaną na twarzy postanowił pójść do pokoju białowłosego.
- Luk.- To jedno słowo w ustach Szwecji sprawiło, że blondyn zamarł w miejscu i powoli się obrócił.
- Co się stało?- Zapytał, przeglądając w myślach listę swoich grzeszków.
- Weź ze sobą Tino. I nie zapomnij co masz jeszcze zrobić.- Mężczyzna o dwóch parach oczu, wpatrzył się groźnie w trzeciego w kolejce starszeństwa chłopaka.
-A-ach, jasne.- Granatowooki uśmiechnął się nerwowo.- Fini, chodź.- Wyciągnął rękę w stronę fioletowookiego chłopczyka, który zsunął się z krzesła i bez słowa podszedł do starszego chłopaka.
Gdy kroki dwójki chłopców ucichły( Nie zapominajmy, że Islandia był niesiony), Berwald wyjął z kieszeni telefon, wystukał ciąg cyfr i przyłożył aparat do ucha.
- Cześć, kochanie. Tak, już dzieciaki poszły spać, co tam u ciebie?- Jego głos stał się delikatniejszy, a usta wygięły się w lekkim grymasie, oznaczającym że jaśnie pan się uśmiecha.
* * *
Trzy niepewne puknięcia o drzwi.
Dania podniósł wzrok znad czytanej lektury i ukradkiem zacisnął dłoń na scyzoryku, który trzymał pod poduszką.
- Proszę!- Krzyknął, patrząc podejrzliwie na uchylające się drzwi.
- Etto, hejka.- Lukas podrapał się skołowany po tyle głowy i zamknął za sobą drzwi.
- No czeeeść. Po co się ze mną witasz? Przecież już się nieraz, nie dwa się ze sobą widzieliśmy w ciągu dnia.- Jego mina wyrażała pytanie "I niby kto tu jest idiotą?".
- Grr...- Blondyn niemal zawarczał.- Czy ty musisz być takim irytującym dupkiem?- Zapytał i wszedł do środka, przeczesując pomieszczenie w poszukiwaniu czegoś, co mogłoby mu pomóc w pokonaniu chłopaka. W tym czasie Dania otworzył scyzoryk, gotując się na zadanie ciosu.
W końcu Norweg sobie przypomniał po co tu przyszedł i zrezygnowany usiadł na krawędzi łóżka. W dodatku odległości jak najdalszej od jasnookiego brata.
Zaskoczony Dania uniósł brwi. Jednakże nadal trzymał w dłoni scyzoryk, nie zamierzając pozbywać się od tak ważnej broni. Uśmiechnął się złośliwie.
- I co? Zamierzasz mnie przeprosić, tak?- Zadowolony z siebie wpatrzył się w granatowookiego.
- Tak. Przyszedłem by cię przeprosić.- Wydusił Lukas przez zaciśnięte usta.- Dlatego pszypraszamcięm. - Wymamrotał i zadowolony z siebie rozluźnił się.- Ufff.- Wypuścił z ust powietrze.- To ja już będę się zbierał.
- I to miały być przeprosiny?- Matthias nadął jeden z policzków w geście pokazującym zrezygnowanie.
- No, a czego chciałeś więcej?- Luk prychnął, zadzierając dumnie brodę.
- A bo ja wiem? Może nieco bardziej zrozumiałych słów, wyrażających jak bardzo przykro ci, że mnie dusiłeś?- Blondyn o włosach w odcieniu "dojrzałych łanów zbóż" wzruszył ramionami.
- Ale mi nie było przykro. Było mi niezwykle miło, że mogłem sprawić ci ból.- Właściciel lekko kręconych włosów ponownie prychnął.
- A wiesz, że możesz mi sprawić ból w nieco inny sposób?- To pytanie sprawiło, iż Norweg w końcu skupił spojrzenie ciemnych tęczówek na swym rozmówcy.
- Że niby w jaki?- Zaciekawiony pochylił się w stronę Dani. Jednak widząc błyszczące ostrze scyzoryka ostentacyjnie się odsunął.
- No na przykład...- Nachylił się w stronę ucha Lukasa i wyszeptał kilka słów, przez które chłopak o grzywce spiętej grzywką się zarumienił.
- Z-zboczeniec...- Zawyrokował czerwony na twarzy chłopak.
-A bo ja wiem?- Dania wzruszył ramionami, jakby go to nie interesowało.- To tylko taka propozycja. Możesz z niej skorzystać, albo nie. Gilbert nie dopuszcza mnie jeszcze do siebie w ten sposób, a ja chętnie sobie odreaguję ten brak z kimś innym. Na przykład z tobą.- Matthias odrzucił na bok scyzoryk, jakby już mu nie był potrzebny.
Zaskoczony Norweg poruszył kilka razy wargami, jakby zapomniał jak się mówiło.
- To jak?- Dania oplótł ramieniem chłopaka i musnął ustami jego ucho.- Zgadzasz się?- Przygryzł lekko zaczerwienioną powierzchnię, by po chwili ją polizać.
Przez ciało Lukasa przeszedł dreszcz.
- Coś mi się zdaje, że chcesz. I to bardzo.- Zadowolony Matthias wpatrzył się w krocze swojego brata i ucałował go w policzek, popychając na połać łóżka. Zaraz wczepił się w jego usta, jakby zapominając że próbuje zdominować chłopaka, który był wielkim sadystą i uwielbiał dusić go krawatem. Na razie odłożył te rozmyślania na bok, skupiając się na rosnącym pragnieniu. Z umiłowaniem całował brata, ocierając się o niego raz po raz niczym napalona kotka. Nie miało to dla niego większego znaczenia czy robi to z nim, czy z Prusami. Dopóki było przyjemnie było dobrze. O konsekwencjach swoich czynów miał myśleć później.
Lukas zaczął panikować. Ciepło ciała, które na niego napierało oddziaływało na niego w dziwny sposób. Nie chciał tego. Nawet nie rozumiał dlaczego jego anko dał mu taką propozycję, którą najwidoczniej zamierzał wprowadzić w czyn nawet nie pytając go o przyzwolenie do działania. No może zapytał go i nie poczekał na odpowiedź, ale... było to niemal tym samym!
Dłoń blondyna ślizgała się po pościeli w poszukiwaniu jakiekolwiek broni. Trafiło na scyzoryk. Luk zacisnął na przedmiocie dłoń, odepchnął napalonego brata i drasnął go ostrą powierzchnią. Uwolniony tym sposobem Norweg popędził w stronę drzwi.
- Ty zboczeńcu, idioto, debilu, dupku! Nie waż się do mnie zbliżać!- Wykrzyczał całkiem czerwony i trzasnął za sobą drzwi. Jeszcze nie chciał myśleć o tym, że ... o ironio... to wszystko mu się podobało. Nawet za bardzo.
Tym czasem niezadowolony Matthias dotknął palcami krwawiącej linii, wyrysowanej na jego policzku.
- Auć. - Stwierdził cicho.- Ale był słodki.- Walnął się z powrotem na kołdrę. Dopiero po jakimś czasie stwierdził, że poszuka plasterków. Oczywiście prowadził te poszukiwania niezwykle cicho. Nie chciał by Szwecja przyszła sprawdzić co się dzieje. Ale zgarnęli by opieprz. Ciekawe, czy Luk odważyłby się powiedzieć co mu proponowałem? To pytanie nie dawało spokoju biednej głowie blondyna.
Prus by mnie zabił, gdyby się dowiedział. No..., ale przecież oficjalnie nie jesteśmy parą. To zawsze jakaś wymówka, no nie?

Od lewej: Islandia (Emil), Dania (Matthias), Norwegia (Lukas), Szwecja (Berwald), Finlandia (Tino).
Dla dobra opowiadania Norweg jest niemalże takiego samego wzrostu co Dania, więc nie ma tu tak wielkiej różnicy, jaką widać na obrazku. ;) Ogółem Dan i Nor są trochę zmienieni na cele opowiadania, więc proszę o wyrozumiałość i tak dalej...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz